Polscy fani Rajdu Paryż - Dakar z pewnością mają twardy orzech do zgryzienia po imprezie rozegranej w 2012 roku. Z jednej strony mają powody do radości, bowiem Polacy byli widoczni, zaś z drugiej pech sprawił, iż największa nadzieja wśród motocyklistów nie dojechała do mety.
Mowa tu oczywiście o Jakubie Przygońskim, który chciał - i miał ku temu wszelkie predyspozycje - zająć miejsce na podium, jednak awaria silnika uniemożliwiła mu odniesienie sukcesu. Jego koledzy z Orlen Teamu Jacek Czachor i Marek Dąbrowski znaleźli się poza pierwszą dziesiątką. Pierwszy zajął miejsce 13., a drugi 29.
O sporym pech może mówić również Krzysztof Hołowczyc, który tasował się na pierwszym miejscu z jednym z rywali. Popularny “Hołek” nie odpuszczał nawet przez moment - niestety dla niego “odpuścił” jego samochód, który uległ awarii. Były rajdowiec wyścigowy przez moment myślał nad wycofaniem się z rajdu, ale jego ambicja wzięła górę i w efekcie uplasował się na miejscu 10.
Zaskakująco dobrze, choć nie bez przygód (dachowanie), radził sobie w tych zawodach debiutant Adam Małysz. Nasz genialny skoczek narciarski podjął się arcy-ciężkiego wyzwania, któremu sprostał tak samo jak skoczni narciarskiej - zajął 38. miejsce, tracąc 29 godzin do lidera. Hołkowi zabrakło “zaledwie” 7 godzin.
A nam nie pozostaje nic innego, jak poczekać na następne zawody prawie 12 miesięcy, czyli około 8760 godzin.